Sewilijska pomarańcza

Sewilijska pomarańcza

Pierwszą rzeczą jaka zwróciła moją uwagę w Hiszpanii była piękna i soczysta pomarańcza wisząca sobie na drzewie przy drodze. Cudowny owoc, silny aromat i ten rajski kolor. Wisiała sobie spokojnie na drzewie tuż przy głównej ulicy. Z każdą chwilą ślinka mi ciekła coraz bardziej. No zerwij ją i zjedz! - krzyknęła Kaja.

Gorzka pomarańcza

Chwyciłem dorodny owoc, szybko obrałem ze skórki i zatopiłem w nim moje zęby. I tu nastał zgrzyt. Wstrętne, kwaśne, gorzkie! Ohydny smak rozszedł się po moim ciele! Jak można to jeść? Stojąc jak głupi i krzywiąc się słyszałem tylko śmiech. Teraz już wiem, że to była Citrus aurantium, czyli pomarańcza gorzka.

Ten wstrętny owoc zwany czasem pomarańczą kwaśną, sewilijską bądź bigarade służy jako ozdoba, roślina lecznicza zawierająca dużo olejków eterycznych oraz flawonoidów. Na surowo tego się nie je! No, ale ja musiałem spróbować.

Strasznie wkurzony smakiem pomarańczy zacząłem bacznie jej się przyglądać. A była ona w całym mieście. Na każdej ulicy rosły drzewa, które dumnie wystawiały do słońca swoje owoce. Na sam ich widok robiło mi się kwaśno w ustach. Może i ma to właściwości lecznicze ale smak ma okropny. Jak Hiszpanie mogą z tego robić konfitury? Bleh. Przeszło mi dopiero gdy dowiedziałem się, że z tego paskudztwa robi się Curaçao. A to już lepiej smakuje.

Zresztą przemieszczając się po mieście zawsze przed oczami miałem kolor pomarańczowy. Chyba mi się to wszystko przejadło, bo od powrotu do Polski nie zjadłem ani jednego cytrusa. Za to jabłka mogę teraz wcinać non stop.

Newsletter

Dołącz do dyskusji

Skontaktuj się ze mną

Chcesz ze mną porozmawiać?

Zostaw numer telefonu, oddzwonię:

Napisz do mnie

Mój adres email:

[email protected]