Jak AI wykańcza Tailwind CSS, który sama promuje

"Zostało nam 6 miesięcy życia" - te słowa Adama Wathana, twórcy jednego z najpopularniejszych rozwiązań do tworzenia frontendu na świecie, uderzyły w środowisko programistów jak grom z jasnego nieba. Ale spokojnie, to nie jest tekst o błędach w kodzie czy hakerach. To opowieść o tym, jak sztuczna inteligencja, zachwycona jakimś rozwiązaniem, może je niechcący... udusić.

Zanim jednak przejdziemy do dramatu, który rozegrał się na Twitterze i Githubie, wyjaśnijmy sobie, o co w ogóle tyle krzyku.

Czym jest ten cały Tailwind?

W świecie internetu strony dzielą się na dwie części. Jedna to "silnik", którego nie widzisz (backend) - tam dzieje się cała magia z bazami danych i logiką. Druga to frontend - czyli wszystko to, co widzisz na ekranie: przyciski, kolory, czcionki i układ elementów. To właśnie "twarz" strony, z którą wchodzisz w interakcję.

Wyobraź sobie, że budujesz dom z klocków. Zamiast za każdym razem rzeźbić każdy klocek od zera, nadawać mu kolor, szlifować kanty i sprawdzać, czy pasuje do reszty, dostajesz pudełko z gotowymi elementami. Na jednym jest napisane: "czerwony", na innym "zaokrąglony róg", a na kolejnym "duży odstęp". Ty tylko składasz je w całość. Tak jakbyś budował wielki zamek z klocków Lego.

Tak właśnie działa Tailwind. To zestaw gotowych "etykiet" (klas), które programiści naklejają na elementy strony, żeby wyglądała nowocześnie i profesjonalnie. To narzędzie służy wyłącznie do dbania o wygląd - czyli o frontend. Nie musisz pisać setek linii skomplikowanego kodu opisującego każdy detal - po prostu używasz gotowców.

Co niezwykle ważne, Tailwind wprowadza na stronie żelazną dyscyplinę wizualną. Dzięki niemu programista nie musi się zastanawiać, czy ten konkretny przycisk ma taki sam odcień niebieskiego jak poprzedni, albo czy formularz kontaktowy pasuje do reszty serwisu. Używając tych samych "etykiet", mamy pewność, że każdy guzik, pole tekstowe czy nagłówek na całej stronie będą wyglądać identycznie. To właśnie ta standaryzacja sprawia, że strona nie wygląda jak przypadkowa zbieranina elementów, ale jak spójny, profesjonalny produkt.

Tailwind stał się standardem. Jest darmowy, szybki i oparty na modelu Open Source. To właśnie ta otwartość była jego największą siłą - każdy mógł zajrzeć do środka, zaproponować ulepszenia i współtworzyć to narzędzie całkowicie za darmo. Dzięki temu wokół Tailwinda powstała gigantyczna, lojalna społeczność, która sprawiła, że stał się on najchętniej wybieranym rozwiązaniem na świecie. Jego twórca, Adam, zbudował wokół niego świetny biznes: sam framework dawał ludziom za darmo jako wspólne dobro, ale sprzedawał piękne, gotowe szablony i komponenty dla tych, którzy chcieli pracować jeszcze szybciej.

I tu wchodzi AI, całe na biało.

Zabójczy uścisk sztucznej inteligencji

W ostatnich miesiącach popularność Tailwinda wystrzeliła w kosmos. Dlaczego? Bo AI go kocha. Jeśli poprosisz ChatGPT, Claude'a czy Gemini o przygotowanie wyglądu strony, w 9 przypadkach na 10 użyją one właśnie Tailwinda. Sztuczna inteligencja uznała go za standard wizualny i promuje go na każdym kroku.

To zjawisko napędza nową, rosnącą grupę twórców, nazywanych często VibeCoderami. To osoby, które niekoniecznie muszą znać każdą linię kodu na pamięć i rozumieć co tworzą - one "kodują klikaniem i pisaniem promptów". Przesyłają prośbę do AI, oceniają efekt ("vibe"), wprowadzają poprawki za pomocą kolejnych poleceń i w kilka minut otrzymują profesjonalnie wyglądający frontend. Dla nich Tailwind to idealne narzędzie, bo AI radzi sobie z nim genialnie, błyskawicznie generując gotowy wygląd przycisków czy formularzy.

Wydawałoby się: sukces życia! Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Model biznesowy firmy Adama zaczął się sypać z dwóch powodów:

  1. Śmierć dokumentacji: Kiedyś, żeby nauczyć się Tailwinda, wchodziłeś na jego stronę, czytałeś instrukcję (dokumentację) i przy okazji widziałeś reklamy płatnych dodatków. Dziś? Pytasz AI, dostajesz gotowy kod i nigdy nie odwiedzasz oficjalnej strony. Ruch spadł o 40%, a wraz z nim zniknęli nowi klienci.

  2. AI generuje "płatne" za darmo: Pamiętasz te płatne komponenty, na których zarabiał Tailwind? Dziś wystarczy wysłać prompt do AI: "Zrób mi taki komponent w stylu Tailwind", i masz go za darmo w sekundy.

Gdy pomoc staje się gilotyną

Momentem przełomowym, który obnażył skalę problemu, była niewinna prośba na platformie Github (miejscu, gdzie programiści trzymają swój kod). Ktoś zaproponował, aby zespół Tailwinda dodał specjalny plik llms.txt. Miał on być "ściągawką" przygotowaną specjalnie pod roboty AI, aby mogły one jeszcze szybciej i łatwiej uczyć się zasad Tailwinda i generować kod bez zaglądania do oficjalnej dokumentacji.

Brzmi bardzo niewinnie, a jednak…

Odpowiedź Adama Wathana była brutalnie szczera i pełna rozpaczy: "Proszenie twórcy open source o optymalizację dokumentacji pod modele LLM (AI) w tej chwili jest jak proszenie skazańca o pomoc w naostrzeniu gilotyny".

To nie była tylko metafora. Adam ujawnił, że sukces AI stał się dla jego firmy wyrokiem śmierci. Przez to, że sztuczna inteligencja "skonsumowała" ich lata pracy i podaje gotowe rozwiązania za darmo, biznes przestał na siebie zarabiać.

Traffic to our docs is down about 40% from early 2023 despite Tailwind being more popular than ever. The docs are the only way people find out about our commercial products, and without customers we can't afford to maintain the framework.

Skutki były natychmiastowe i bolesne: przychody ze sprzedaży szablonów spadły o 90%. Zmusiło to Adama do podjęcia najtrudniejszej decyzji w życiu - aby utrzymać firmę na powierzchni, musiał zwolnić 75% swojego zespołu. Reszta pracowników przestała tworzyć nowe funkcje, a zaczęła desperacką walkę o przetrwanie.

To paradoks: im bardziej AI "pomaga" programistom używać Tailwinda, tym szybciej zabija zespół, który to narzędzie stworzył i utrzymuje.

Co to oznacza dla nas?

Historia Tailwinda to wielkie ostrzeżenie. Pokazuje, że AI zmienia fundamentalny, niepisany układ, na którym zbudowano współczesny internet. Przez lata ten kontrakt był prosty: twórcy dawali wiedzę, poradniki i dokumentację za darmo, a my w zamian "płaciliśmy" im swoją obecnością. Wchodziliśmy na ich strony, czytałeś reklamy, budowaliśmy ich rozpoznawalność, a czasem zostawaliśmy klientami. To była uczciwa wymiana.

AI ten kontrakt brutalnie łamie.

Sztuczna inteligencja bierze wszystko, co wypracowali twórcy, ale nie daje nic w zamian. Wiedza jest "konsumowana" bez wizyty na stronie, bez poznania autora, bez żadnego wsparcia dla ludzi, którzy ją stworzyli. Użytkownik dostaje suchy wynik w okienku czatu i nie czuje już potrzeby, by iść do źródła.

W ten sposób AI staje się pasożytem, który zjada fundamenty, na których sam wyrósł. Bo jeśli twórcy tacy jak Adam przestaną tworzyć, bo nie będą mieli za co opłacić rachunków, to skąd AI będzie czerpać wiedzę w przyszłości? Dziś AI "bierze", bo może. Ale nie daje twórcom paliwa do dalszego rozwoju. To jednokierunkowa ulica, która prowadzi do wyjałowienia internetu z autentycznej, ludzkiej pracy.

Wnioski na dziś?

  • Zachwyt nad AI nie powinien odbierać nam czujności. To potężne narzędzie, ale w nieodpowiednich rękach (lub przy braku regulacji) niszczy fundamenty, na których samo wyrosło.

  • Jeśli korzystasz z darmowych narzędzi, które ułatwiają Ci życie - od czasu do czasu odwiedź stronę twórcy. Bez nas, użytkowników, te projekty po prostu znikną.

Ważne jest jednak, abyśmy dobrze się zrozumieli: AI nie zabiło Tailwind. Sam framework ma się świetnie, będzie rozwijany i nadal będzie standardem w budowaniu nowoczesnego frontendu. Tailwind CSS nie upada jako technologia. Ale jego twórcy jako jedni z pierwszych głośno powiedzieli to, co wielu dopiero zaczyna odczuwać: era AI zmienia zasady gry bardzo szybko, a my nie potrafimy tych zmian dogonić.

Sztuczna inteligencja zmienia ekonomię tak bardzo, że firmy, które budowały nasz cyfrowy świat, po prostu przestają się spinać finansowo.

Warto o tym pamiętać, gdy następnym razem klikniesz "Wygeneruj".

Pamiętaj, że możesz także próbować blokować roboty AI, żeby nie brały z Twojej strony treści.

Zobacz podobne artykuły

Jacht na skale
MarTech

Awarie IT zdarzają się każdemu

Od paru godzin trwa awaria komunikatora internetowego Slack. Kilka tygodni temu nie można było korzystać z usług firmy Google, a jeszcze wcześniej spora część Internetu nie działała z powodu awarii usług Cloudflare. Czy to możliwe, że usługi w chmurze są niedostępne?

Macierz Eisenhovera
Biznes

Macierz Eisenhovera, czyli jak zapanować nad priorytetami?

Iść na przerwę a może odpisać na tego maila, czy odebrać telefon od przełożonego? W jakiej kolejności zająć się tymi zadaniami, aby nie utracić nad tym kontroli i nie popaść w bezsilność? Rozwiązaniem tych problemów może być Macierz Eisenhowera (nazywana także Matrycą lub Kwadratem Eisenhowera).