Sharenting - ukryte zagrożenie pierwszego dnia szkoły

1 września - początek roku szkolnego. Rodzice, dziadkowie, szkoły i samorządy szykują się na zdjęcia z tornistrami, balonikami i tabliczką "pierwszy dzień w szkole". Media społecznościowe tego dnia zalewają fotografie pełne uśmiechów i wzruszeń. Ale tu pojawia się ważny apel: zanim wrzucicie fotkę dziecka do internetu - zastanówcie się dwa razy.

Dlaczego to takie ważne?

Zdjęcie dziecka to nie marketing. To nie narzędzie do zdobywania lajków, budowania wizerunku szkoły czy promocji marki. To część jego tożsamości, prywatności i bezpieczeństwa, które powinniśmy chronić z taką samą troską jak jego zdrowie czy edukację. Dziś zdjęcie w sieci to nie tylko pamiątka dla znajomych. To także dane, które mogą być kopiowane, udostępniane i przechowywane latami, w miejscach, nad którymi tracimy kontrolę. To, co dla dorosłego jest sympatyczną anegdotą, dla dziecka może być źródłem wstydu lub nawet hejtu.

Czym jest sharenting?

Sharenting to dzielenie się w sieci zdjęciami i informacjami o dzieciach - często bez ich zgody i świadomości. Termin powstał z połączenia angielskich słów "share" (dzielić się) i "parenting" (rodzicielstwo). I choć wydaje się niewinne, niesie ze sobą poważne konsekwencje:

  • zdjęcia dziecka zostają w internecie na zawsze - nawet po ich usunięciu mogą krążyć w kopiach czy archiwach,
  • mogą zostać wykorzystane w niewłaściwy sposób - np. w memach, przeróbkach czy materiałach, których dziecko nigdy by nie zaakceptowało,
  • dziecko traci prawo do decydowania o swoim wizerunku i budowaniu własnej tożsamości,
  • w przyszłości może mieć do rodziców, szkoły czy przedszkola sporo żalu za brak poszanowania prywatności.

Sharenting to nie tylko zdjęcia z pierwszego dnia szkoły. To także filmy z rodzinnych wakacji, fotografie w basenie czy relacje z domowych urodzin. Każde takie udostępnienie dokłada cegiełkę do cyfrowego śladu dziecka, który ono samo będzie musiało kiedyś udźwignąć.

Głośne przykłady

Problem nie jest teoretyczny. Pamiętacie kontrowersyjną decyzję PZPN, firmowaną przez markę Tymbark, Prezydenta i Ministerstwo Edukacji, gdzie dzieci musiały być fotografowane, by wziąć udział w turnieju? Wiele rodzin czuło, że nie dano im wyboru - zdjęcia były warunkiem uczestnictwa. Albo influencerkę, która z pełną powagą tłumaczyła, że sharenting to świetny sposób na "budowanie marki dziecka"? Brzmi absurdalnie, ale takie podejście naprawdę istnieje i trafia do szerokiej publiczności.

To nie są odosobnione przypadki. Coraz częściej mówi się o tym, że zdjęcia dzieci trafiają do niepowołanych rąk, że są używane w kontekstach, których nikt nie przewidział. A konsekwencje tego ponoszą najmłodsi - ci, którzy nie mieli szansy wyrazić zgody.

A co, jeśli…

Wielu rodziców myśli, że zgoda na zdjęcie to drobiazg - bo oczami wyobraźni widzą swoje dziecko odbierające dyplom czy strzelające gola. Dumni rodzice wyobrażają sobie tę piękną chwilę, która zostaje uwieczniona i udostępniona innym. Ale na tym samym ujęciu może znaleźć się inne dziecko - w mniej korzystnej pozie, z dziwną miną, wystawionym językiem czy akurat bez zęba. I nagle to ono, a nie bohater akcji, staje się gwiazdą internetu. Koledzy w szkole zaczynają się śmiać, powstają memy, a dziecko staje się obiektem drwin. To realne ryzyko, którego często nie bierzemy pod uwagę, bo patrzymy tylko z perspektywy własnej dumy.

Warto też pamiętać, że zdjęcia w internecie mają niezwykłą zdolność do życia własnym życiem. To, co dziś jest postem z okazji rozpoczęcia roku, jutro może być udostępniane w zupełnie innym kontekście, na obcych stronach czy grupach. Jeszcze bardziej drastycznym zagrożeniem jest fakt, że współczesne narzędzia AI umożliwiają przerabianie zdjęć dzieci w niepokojący sposób - w tym także przez osoby o złych intencjach, w tym środowiska pedofilskie. Dlatego ochrona prywatności najmłodszych w sieci staje się nie tylko kwestią dobrego smaku, ale wręcz realnym obowiązkiem każdego dorosłego. Chrońmy dzieci i uświadamiajmy innych rodziców, zanim będzie za późno.

Apel

Dlatego apeluję do wszystkich:

  • rodzice - chrońcie prywatność swoich dzieci, nawet jeśli kusi Was pokazanie światu ich sukcesów czy radosnych chwil,
  • szkoły i przedszkola - nie wrzucajcie masowo zdjęć klas i grup, bo to nie tylko kwestia RODO, ale przede wszystkim szacunku do dzieci,
  • samorządy - nie musicie chwalić się w social mediach każdą „galerią z rozpoczęcia roku”. Są inne sposoby na pokazanie aktywności społeczności bez naruszania prywatności najmłodszych.

Wspólnie możemy zadbać, by dzieci miały bezpieczne dzieciństwo także w sieci - zacznijmy od odpowiedzialnego podejścia do ich wizerunku. To my, dorośli, musimy wyznaczyć granice i dać przykład, że prywatność jest wartością, której nie wolno lekceważyć.

Więcej o sharentingu i o tym, jak chronić wizerunek dziecka:

Zobacz podobne artykuły

Jacht na skale
MarTech

Awarie IT zdarzają się każdemu

Od paru godzin trwa awaria komunikatora internetowego Slack. Kilka tygodni temu nie można było korzystać z usług firmy Google, a jeszcze wcześniej spora część Internetu nie działała z powodu awarii usług Cloudflare. Czy to możliwe, że usługi w chmurze są niedostępne?

Macierz Eisenhovera
Biznes

Macierz Eisenhovera, czyli jak zapanować nad priorytetami?

Iść na przerwę a może odpisać na tego maila, czy odebrać telefon od przełożonego? W jakiej kolejności zająć się tymi zadaniami, aby nie utracić nad tym kontroli i nie popaść w bezsilność? Rozwiązaniem tych problemów może być Macierz Eisenhowera (nazywana także Matrycą lub Kwadratem Eisenhowera).